piątek, 25 czerwca 2010

TADEUSZ PEIPER

Z mięsnego zegara, z kieszeni okratowanej żebrami,
żyła gdy wziąwszy w sobie płynny chleb czerwony
by nieść go drogą  lśniącą jak sława lub mydliny,
śni o pałacu z pary który mięsne dźwigają przyciesie,
i zasypana wonną mąką snów której dzień nie plami
wkłuwa się w brzuszki mięśni, gwóźdź w siestrzony,
spiesząc do gniazda ze skóry, gdzie cień łez wylęga czyny,
duszę rzeki, rzekę złota, złota życia, krew niesie
- rano, już świat błyszczy jak ząb, już swe kości
jak sznurki rzuca na karki maszynowych walców,
niebo mówi lepkie kazanie o żołądku człowieka,
dzień już sapie, już - niesie krew jak chlebów pęki
do biblijoteki która obsiana paznokciami przyszłości 
corano zdrapuje z siebie pleśń, do różowej bibljoteki palców
gdzie codnia rozkwitają maki, dzieła pełne mleka,
do macicy nowych słońc i nowych słów: do ręki. 

Brak komentarzy: